EKWADOR: W KOLONIALNYM MIEŚCIE CUENCA

EKWADOR: W KOLONIALNYM MIEŚCIE CUENCA
 
W ekwadorskim mieście Cuenca bardzo łatwo poczuć się jak za czasów kolonialnych. Wystarczy wyjść na jedną z ulic, które jak szachownica pokrywają miasto. Wszędzie czuje się historię panowania hiszpańskich kolonizatorów.
 
Brakuje tylko powozów z eleganckimi paniami i panami. Ulicą ciasno zabudowaną kamienicami, pełnymi ozdób, ażurowych balkonów docieramy do głównego placu miasta – Parque Calderon. Jego centrum stanowi park.
A w tym parku tropikalne, mimo znacznej wysokości nad poziomem morza, rośliny. Ogromne iglaste araukarie, kwitnące bugenwilie, oleandry i inne krzewy, których nazw nie znam. Palmy i dające cień rozłożyste jakarandy, których liście przypominają trochę paproć, a trochę akację. Wśród tego gaju żeliwne ławeczki, fontanny tryskające wodą i pomnik patrona, Abdona Calderona.
 
Bojownika o niepodległość krajów Ameryki Południowej urodzonego w 1804 roku w Cuence. Nad placem górują dwie ważne dla miasta budowle – nowa i stara katedra. Nowa zbudowana z różowo – beżowego kamienia ma na fasadzie ogromną rozetę, a po bokach dwie niedokończone wieże - dzwonnice. Stara katedra położona po wschodniej stronie placu była pierwszym kościołem w Cuence.
 
Wznieśli go Hiszpanie w 1557 roku. Dziś w katedrze nie odbywają się już nabożeństwa, zmieniono ją na muzeum. Turyści zachwycają się wystrojem, organami, ołtarzami czy jednym z najmłodszych elementów – amboną z 1800 roku pokrytą płatkami złota. Piękny widok kościołów, pałaców i budynków użyteczności publicznej miasto zawdzięcza przede wszystkim UNESCO, które w 1999 roku objęło nad nim patronat.
 
KWIATY, CZARNE WARKOCZE I EGZOTYCZNE WARZYWA
 
Docieramy na targ kwiatowy. Przyglądam się barwnemu widowisku. Interesują mnie tak samo kwiaty, jak i wędrujące wśród nich kobiety. Przewodnik opowiada o różnych grupach etnicznych zamieszkujących 300-tysięczną Cuencę. Pokazuje typową Indiankę – Cholita, która zawsze na głowie nosi kapelusz panama, zazwyczaj białego koloru, czerwono – zielone poncho i kolorową szeroką spódnicę.
 
A jakie mają kruczoczarne warkocze! Takich włosów my, Europejki, możemy Ekwadorkom jedynie pozazdrościć. Na miejscowej hali targowej pełnej pomarańczy, mandarynek, ananasów, bananów, papai, pomidorów, ziemniaków czy juki szukam czegoś, czego nie znam. Po chwilowej penetracji stoisk dostrzegam gigantyczne strąki fasoli.
 
Okazuje się, że to guaba owoc strączkowy, który jest nietypowy nie tylko ze względu na wielkość (strąk dochodzi do metra). Ziarna guaby są niejadalne, podobnie jak gruba skóra. Cóż więc jest przysmakiem strąka? „Wata” – białe włókna, które stanowią wyściółkę dla ziaren. Moim zdanie smakuje nijako.
 
KAPELUSZ PANAMA – PAMIĄTKA Z EKWADORU
 
Wizyta w Cuence nie byłaby pełna, gdyby nie odwiedziny w wytwórni kapeluszy typu panama. Przez bramę wchodzimy do sporego patio, w którym na stołach porozkładane są kapelusze. I to kapelusze nie byle jakie, a typu panama. – Wszyscy myślą, że ten typ okrycia głowy pochodzi z Panamy, tymczasem to Ekwador jest pierwszym producentem panam – wyjaśnia przewodnik.
 
Prawdziwa panama wytwarzana jest z cieniutkich włókiem palmy toquilla. Im włókna cieńsze i mocniej splecione, tym kapelusz droższy, sięgający nawet 500 dolarów. Takie cudeńko wyplatane przez trzy tygodnie, można ponoć zwinąć w rulonik, przeciągnąć przez obrączkę i ponownie rozłożyć bez śladu nagięć.
 
Włókno zaplata się na kamiennej formie, potem, za pomocą drewnianego młotka nadaje się kształt i nagina boki. Typowa panama ma kolor biały. Biel uzyskuje się za pomocą asufre, miejscowego minerału. Przymierzam chyba z dziesięć różnych panam, w końcu decyduję się na jedną z tańszych wersji. Będzie świetną pamiątką z pobytu w pięknym ekwadorskim mieście.
 
Zdjęcia autorki

Stowarzyszenie Dziennikarzy Podróżników GLOBTROTER

Booking.com