Niezwykły hotel

 

"Turysto, wychodząc starannie zamykaj za sobą drzwi, małpy które mogą tu wejść są w stanie poczynić szkody godne słonia"- tak napisy witają przybywających do hotelu Ariau Jungle Tower, położonego w sercu tropikalnej dżungli. 

Amazonka to najdłuższa rzeka w Ameryce, Ameryce, gromadzi jedną piątą objętości słodkiej wody na Ziemi. Są na niej miejsca gdzie nie widać żadnego brzegu. Choć dżungla porastająca jej dorzecze wydaje się bezkresna. żyje tu prawie jedna trzecia wszystkich gatunków fauny świata, na 10 żyjących stworzeń 6 żyje w lasach tropikalnych. W Amazonii na jednym drzewie można rozróżnić ponad 40 gatunków mrówek. W wodach Amazonki żyje ponad 1500 gatunków ryb.

 

Pomysłodawcą zbudowania miejsca gdzie turyści mogliby z bliska obcować z tropikalną dżunglą, z jej florą i fauną był Jacques Cousteau- francuski nurek i obrońca środowiska. Hotel zbudowano na palach u zbiegu rzeki Ariau i Rio Negro.

Aby się tu dostać trzeba przylecieć  do stolicy Amazonii -Manaus. Nie jest to problemem- Brazylia ma powierzchnię większą od Europy nic dziwnego, że komunikacja lotnicza jest tu doskonale rozwinięta. Dalej płynie się przez 60 kilometrów niewielkim stateczkiem lub leci helikopterem. Nie istnieją żadne lądowe drogi.

 

 Sladami Jacques'a Cousteau

 

Hotel tworzą drewniane, okrągłe wieże połączone kładkami. Pokoje zapewniają maksimum możliwej wygody. Wyposażone są w łazienki choć bez ciepłej wody. W amazońskich warunkach to jednak bardzo nie przeszkadza. Przez większą część roku panuje tu gorący -ponad 25 stopni- klimat. Wilgotność powietrza przekracza 80%. Z tego ostatniego najbardziej zadowolone są panie - w tych warunkach znikają wszystkie zmarszczki.

Ariau Tower może przyjąć 280 gości, trwa rozbudowa która ma tę liczbę podwoić. Uzupełnieniem kompleksu jest 40 metrowa platforma widokowa i restauracja. Dla zakochanych i nowożeńców zbudowano wysoko w koronie drzewa romantyczną chatkę Tarzana i Jane.

W hotelu gościło wiele światowych znakomitości -stąd podziwiali dżunglę Helmut Khol - kanclerz Niemiec, Mario Soares - prezydent portugalii, sława brazylijskiego futbolu -Romario, aktor Kevin Kostner.

 

Skorpion pod łóżkiem

 

Spacerując po drewnianych kładkach ma się wrażenie, że hotel wrósł w dżunglę, że został przez nią jakby zaakceptowany. Wszędzie biegają małpy, jest ich kilka gatunków, małe i duże. Na drzewach siedzą przepiękne, wielobarwne papugi. Zwierzęta nie boją się ludzi, można je bez problemu pogłaskać, jedzą z ręki. Trochę mniej sympatycznymi przedstawicielami fauny są olbrzymie, wielkości pudełka od papierosów, karaluchy. Można je spotkać w pokojach podobnie jak żółte skorpiony i tarantule. Do obecności owadów można się przyzwyczaić. Doświadczeni podróżnicy radzą tylko, żeby odsunąć łóżko od ściany i już można spać spokojnie. Nie wolno też wykładać ubrań do szafy, lepiej wszystko trzymać w zamkniętej walizce. Bardziej nerwowi turyści ratują się carpirinhą - brazylijskim drinkiem składającym się z: zielonych cytryn - limonek, cukru trzcinowego, lodu i trzcinowego bimbru .

 

Połów piranii i polowanie na krokodyle

 

W czasie pobytu w hotelu, nie brakuje atrakcji. Połów piranii wzbudza w każdym dreszczyk emocji. Wypływamy łodzią na Rio Negro. Nasz przewodnik, Michael F. Kortright, wyposaża każdego w wędkę (kij, żyłka i haczyk) i surową, pokrojoną wołowinę. Aby zwabić ryby przewodnik uderza o wodę imitując szamoczące się w wodzie ,ranne zwierze. Złapane piranie jak przystało na ekologiczny hotel, po obejrzeniu ,przewodnik ponownie wpuszcza do rzeki. Rybki mają rzeczywiście potężne ząbki, ale tego dnia chyba nie miały apetytu bo nie rzucały się na mięso w sposób znany z filmów grozy. Mi na przykład nie udało się złapać ani jednej.Do pamiątkowego zdjęcia musiałem pożyczyć piranię od koleżanki. 

Inną wyprawą jest nocny połów kajmanów czyli brazylijskich krokodyli. Wypływamy łodzią wyposażoną w silne światło. Przewodnik wyławia jednego gada w nadbrzeżnych zaroślach. Po przybyciu do przystani każdy może go obejrzeć. Jest też czas na zrobienie zdjęcia z potworem. I tym razem zwierzę wraca do wody.

Niezapomnianym przeżyciem jest kilkugodzinna piesza wyprawa do dżungli. Przewodnik pokazuje różnorodne gatunki roślin. Większość z nich Indianie potrafią wykorzystać dla swoich potrzeb. Niektóre się je inne leczą. Wiele dostarcza budulca i barwników. Od twardego amazońskiego drewna "pau-brasil" powstała nazwa kraju. Jest nawet roślina przy pomocy której Indianki potrafią przerwać ciążę nazywa się "cara pana uba". W programie jest też wizyta w indiańskiej wiosce. Jednak Indianie sprawiają wrażenie sztucznych, specjalnie odgrywających swoją rolę dla turystów. Mają nawet dyżurną anakondę bez protestów pozwalającą się fotografować z chętnymi.

 

Polski akcent

 

Przy hotelowej recepcji jest sklep z kamieniami szlachetnymi i biżuterią. Prowadzi go Polak z pochodzenia Eugeniusz Socha. Widać że, że kocha minerały i swoją pracę. W sklepiku jest ciągły ruch. Eugeniusz Socha zapewnia, że tak niskich cen jak u niego nie ma w całej Brazylii. Na lotnisku w Rio de Janeiro okazuje się. że raczej trudno jest spotkać ceny tak wysokie. Nabywcy pocieszają się, że akwamaryn kupiony w dżungli to co innego niż kupiony w normalnym sklepie.

Jeżeli dewastacja tropikalnych lasów będzie przebiegała w dotychczasowym tempie za około pół wieku obszar Amazonii zamieni się w jałowe bagna. Może to , jak ostrzegają naukowcy i ekolodzy, spowodować nieodwracalne konsekwencje dla całej planety. Hotel Ariau Tower jest jednym z niewielu przykładów gdy człowiek wkroczył do dżungli nie niszcząc jej.