BRAZYLIA: KARNAWAŁ W RIO

Rusza wielki karnawał! Wkrótce rozpoczyna się najbardziej znany na świecie karnawał – w Brazylii. Bilety na sambodron zapewne już wysprzedane, a w szkołach samby w Rio de Janeiro trwają ostatnie gorączkowe przygotowania. Prawdziwy karnawał w Rio de Janeiro trwa zaledwie kilka dni.

 

Wtedy telewizje na całym świecie pokazują sambodrom, miejsce, po którym paraduje kilkadziesiąt szkół samby. W tym roku najważniejsze dla Rio de Janeiro będą 19 i 20 lutego, zaś dla Sao Paulo – 17 i 18 lutego. Oczywiście karnawałowe parady odbywają się także w wielu innych miastach brazylijskich, między innymi w Salvador de Bahia.

 

Tancerze paradują nie tylko po to, by bawić się i pokazać swoje dokonania, ale także po to, by zdobyć jedną z głównych nagród i awansować szkołę (klub), do której się należy, do wyższej klasy. To, co dzieje się na sambodromie, można porównać do rozgrywek ligowych piłki nożnej. Szkoły samby należą do konkretnej ligi. Awans do wyższej następuje w lutym, gdy poczynania szkół ocenia nie tylko licznie zebrany tłum widzów, ale i prawdziwa komisja sędziowska.

 

To ona decyduje o tym, czy kilkusetosobowa grupa spada, czy awansuje. To ona także z poszczególnych lig wybiera najlepsze „drużyny”, do których trafia wysoka nagroda pieniężna. Te pieniądze pozwalają na dalsze funkcjonowanie szkoły i zakup karnawałowych strojów.

 

WYŻSZE CENY

 

Biura podróży z całego świata organizują wycieczki do Brazylii, czy konkretnie do Rio de Janeiro, właśnie wtedy, gdy odbywa się karnawał. Ceny biletów lotniczych, hoteli, czy posiłków w restauracjach drastycznie wzrastają. Trudne do zdobycia bilety wstępu na sambodrom kupowane przez agencje kosztują kilkakrotnie więcej od tych, które odpowiednio wcześniej rezerwują Brazylijczycy.

 

Cena zależna jest od miejsca na trybunach. Najtańsze to koszt kilkudziesięciu dolarów, najdroższe, na przykład 12-osobowa loża – kilkadziesiąt tysięcy dolarów! Podobno loże cieszą się tak ogromnym wzięciem, że trzeba je rezerwować na wiele miesięcy przed karnawałem.

 

WIELKIE SZALEŃSTWO

 

Co jest takiego w brazylijskim karnawale, że na kilka dni stają zakłady pracy, zamykane są szkoły, a hotele pękają w szwach od nadmiaru turystów? Wielkie szaleństwo zapoczątkowali w XIX wieku Portugalczycy i Afrykanie. Portugalscy osadnicy mieli zwyczaj przez kilka dni przed rozpoczęciem wielkiego postu płatania figli i żartów, na przykład obsypując sąsiadów mąką lub sadzami.

 

W połowie XIX wieku proste zabawy zamieniono na religijne widowiska i bale maskowe. Jednocześnie w nastrój tego okresu włączyli się niewolnicy z Afryki świętując go muzyką i tańcami. Jednym z tańców była samba wywodząca się z Angoli i symulująca ruchy kopulacji. Jej światową sławę należy zawdzięczać płycie nagranej w 1917 roku pod tytułem "„Pelo telefone"”(Przez telefon).

 

Była to pierwsza z wielu samb, które potem stały się przebojami. Wywodząca się z afrykańskiego rytmu bębnów i portugalskich pieśni ludowych muzyka była radosna, zuchwała i optymistyczna. Zdobyła brazylijski festiwal i od tego czasu pozostaje najbardziej charakterystycznym elementem karnawału.

 

„ULICA” Z TRYBUNAMI

 

Najważniejsze części karnawału odbywają się na sambodromie, jednak w te najważniejsze dla cariocas (mieszkańcy Rio de Janeiro) dni roku tańczy się na wszystkich ulicach, w parkach i na plażach. A czym jest sambodrom? To kilkusetmetrowej długości asfaltowa droga, której pobocza stanowią trybuny. Jednak nie wszystkie trybuny są otwarte. W czasie karnawału te ścianki znikają. Poza nim w pomieszczeniach funkcjonuje zwyczajna szkoła.

 

Sambodrom oddany do użytku w 1984 roku zaprojektował świtowej sławy architekt Oskar Niemeyer. Oprócz widowisk karnawałowych organizuje się tu wielkie koncerty. Na estradzie sambodromu wystąpiły takie sławy jak zespół The Rolling Stones, Phil Collins, Eric Clapton, Carlos Santana czy Roger Waters. Przy sambodromie funkcjonuje mały sklepik.

 

Na ekranie telewizora przez cały czas pokazywane są karnawałowe parady. W sklepiku można zakupić wszelkie gadżety związane z festiwalem, przede wszystkim stroje. Miła ekspedientka pozwala nam do woli przymierzać ogromne barwne skrzydła, kostiumy i nakrycia głowy. Jak przez kilka godzin utrzymać na głowie taką metrową czapkę pełną piór, wstążek, cekinów? Nie wiem.

 

NIEPISANY KODEKS SZKÓŁ SAMBY

 

W Rio obecnie działa około 40 szkół samby. Ambicją każdej z dzielnic miasta, także tych najbiedniejszych – faweli, jest posiadanie własnej szkoły. Do szkoły może zapisać się każdy, niezależnie od statusu społecznego i wieku. Bezpłatne zajęcia odbywają się jednak nie w klasach lecz na wielkich salach, albo specjalnych boiskach.

 

Obowiązują ścisłe reguły i niepisany kodeks, którego najważniejszym elementem jest lojalność. Polega ona między innymi na uczestnictwie w zajęciach, zdobywaniu funduszy na stroje i przede wszystkim niezdradzaniu tajemnic członkom innych szkół. Szczególnie bowiem w ostatnich tygodniach szkoły chcą podpatrywać nowinki u swych rywali, co jest etycznie bardzo niepoprawne.

 

 

WIELKIE ĆWICZENIA

 

Odwiedzamy szkołę Viraduro w dzielnicy Niteroi. Na obiekt przypominający nasz niewielki stadion jedną bramką wchodzą kobiety, drugą mężczyźni, Nie ma biletów wstępu, ale każdy musi pokazać zawartość torby. Nie wolno tu bowiem wnosić ani alkoholu, ani żadnych niebezpiecznych przedmiotów. Na terenie szkoły jest boisko, za nim estrada. Zbliża się godzina 22., mimo to na „stadion” wciąż przychodzą większe tłumy. Wśród nich są całe rodziny, nawet z maleńkimi dziećmi.

 

Obserwuję ustawiających się „bębnistów”. Jest ich 40, może 50. Mają w rękach różnej wielkości i kształtów bębny, kołatki, dzwonki i instrumenty perkusyjne, których nazw nie znam. Na podium ze skrzynek wskakuje dyrygent. Nie mam pojęcia, jak panuje on nad tak licznym zespołem, ale okazuje się, że muzykanci reagują na każdy jego nawet najmniejszy gest. Rozpoczyna się koncert. Jest bardzo głośno. Na boisku powoli ustawia się korowód.

 

Instruktorzy sprawdzają obecność, tancerze stają we wcześniej ustalonym szyku. W środku korowodu stają piękne dziewczyny w butach na wysokich koturnach. To najlepsze, doświadczone tancerki, które potem, na sambodromie będą tańczyć na platformach samochodowych. Wokół nich szereg po pięć osób. Bębny nadal wystukują oszałamiający rytm.

 

KARNAWAŁOWE SZALEŃSTWO

 

Wreszcie na znak dyrygenta wszystko cichnie. Wśród tłumu biegają porządkowi rozdając jakiej ulotki. Okazuje się, że na tych ulotkach jest tekst hymnu szkoły, który będzie towarzyszył paradzie. Wreszcie na estradę wchodzi prowadzący ćwiczenia oraz zespół muzyczny grający hymn w rytmie samby. Tancerze zaczynają pląsać. Początkowo wszystko wydaje mi się jednym wielkim chaosem.

 

Potem, gdy do muzyki włączają się bębniści, korowód zaczyna być coraz bardziej zrozumiały. Tancerki w środku kręcą biodrami, potrząsają w nieprawdopodobnym tempie pośladkami, śmieją się i wykonują kolejne figury. W wokół nich cały czas krąży kilkusetosobowy szpaler. Są w nim i dziewczęta i chłopcy. Są także tancerki, które wcale nie są smukłe, mimo to poruszają się z wielką gracją. Na końcu tego szpaleru idą seniorki: matki, babki, teściowe.

 

Nagle na boisku pojawia się kobieta trzymająca sztandar – symbol szkoły Viradouro. Trzymając flagę wykonuje bardzo trudny układ taneczny. Przy niej wywija hołubce ciemnoskóry mężczyzna. To, co wyczynia ze swymi nogami i całym ciałem wprawia mnie w osłupienia. Wygląda na to, że tancerz ma kości z gumy.

 

Potem pojawia się jeszcze jeden „poczet sztandarowy”. Cały tłum śpiewa hymn szkoły. Powtarzają go już chyba setny raz. Wydaje mi się, że wszyscy wpadli w muzyczny trans. Niemożliwe jest bowiem, by ci ludzie mieli aż tyle siły, by godzinę, dwie, trzy wykonywać bez przerwy ten sam układ od czasu do czasu tylko łykając trochę wody, którą podaje im publiczność.

 

Zdjęcia autorki


Stowarzyszenie Dziennikarzy Podróżników GLOBTROTER

Booking.com