MEKSYK: PUEBLA - MIASTO O SMAKU PIKANTNEJ CZEKOLADY

Gdy usłyszałam o mole poblano, czekoladowym sosie do mięsa, nie mogłam wyobrazić sobie jego smaku. W Puebli wreszcie go spróbowałam.

 

Smakował. Jednak znacznie bardziej od niego zachwyciło mnie cudowne meksykańskie miasto. Do Puebli, czwartego co do wielkości miasta Meksyku, trafiamy wieczorem.

 

Zgodnie z planem mieliśmy tu być wiele godzin wcześniej. Plany pokrzyżowały gigantyczne korki w Mexico City.

 

 

Widziałam wiele zatłoczonych ulic w stolicach krajów Ameryki Południowej czy Środkowej, jednak czegoś takiego, co spotkało nas przy próbie wyjazdu ze stolicy meksykańskiej, nawet sobie nie wyobrażałam. Kilka godzin żółwiego tempa miało tylko jedną zaletę – mogłam dokładnie przyjrzeć się ubogim dzielnicom meksykańskich przedmieść.

 

HANDEL, MUZYKA I... EGZEKUCJE

 

Ranek w Puebli powitał nas wilgotnym i chłodnym powietrzem. Miasto leży na wysokości prawie 2200 m n.p.m. i na pewno nie należy do najgorętszych w Meksyku. Na szczęście nasz hotel ulokowany był w samym centrum, gdzie znajdują się fantastyczne atrakcje miasta. Najważniejszy plac miasta, zwany podobnie jak w innych miastach meksykańskich Zocalo, był kiedyś placem targowym.

A także miejscem, gdzie wystawiano sztuki teatralne, organizowano korridy, a także dokonywano egzekucji na ludziach, których oskarżono o łamanie prawa. Teraz nie wiesza się tu już przestępców, za to nadal, szczególnie wieczorami, można posłuchać różnorodnej muzyki, podziwiać miejscowych aktorów, klownów i grajków. Gdy spacerowaliśmy, do wieczornego koncertu szykowała się jakaś, sądząc po sprzęcie, rockowa kapela.

 

ŚWIĄTYNNA WYCIECZKA

 

Pueblę, założoną przez Hiszpanów w 1531 roku dla przeciwwagi dla meksykańskiego miasta Cholula, która była prehiszpańskim centrum religijnym, na początku nazywano Ciudad de los Angeles (Miasto Aniołów), później Puebla de los Angeles. Nic więc dziwnego, że obecnie znajduje się tu około 70 kościołów, w większości wspaniale zdobionych.

 

Najokazalszym, uważanym za jeden z najlepiej zaprojektowanych w kraju, jest katedra położona niedaleko rynku. Wznoszono ją kilkadziesiąt lat na przełomie XVI i XVII wieku. Wieże świątynne o wysokości 69 m są najwyższymi w Meksyku. Słynne są także dzwony uważane za jedne z najpiękniejszych. Odwiedzamy wiele innych świątyń w Puebla. W każdej znajdujemy ślady naszego papieża, Jana Pawła II.

 

Nic dziwnego, Pueble była na szlaku pierwszej zagranicznej pielgrzymi Wielkiego Polaka. Nie można pominąć w „świątynnej” wycieczce kościoła San Domingo. Z zewnątrz skromny, w środku kapiący od złotych i srebrnych barokowych ozdób. Klejnotem świątyni jest Kaplica Różańcowa z aniołami i cherubinami wychylającymi się zza zdobień.

 

ZEMSTA MIESZCZANINA

 

Puebla to niezliczona liczba ulic przecinających się pod kątem prostym. Mapa miasta wygląda jak szachownica. Przy ulicach usytuowane są bajecznie zdobione kamienice. Ich największym skarbem są sztukaterie, ceramiczne płytki, rzeźby, ocienione arkady. Niektóre, oprócz wspaniałego kunsztu i artyzmu, charakteryzują się także... dowcipem. Jako przykład służy najlepiej Dom Lalek. Casa de los Muňecos na swym froncie ma ułożone z płytek karykatury członków rady miejskiej.

 

To zemsta właściciela domu na rajcach, którzy z powodu zazdrości wynikającej z tego, że mieszczanin miał okazalszy dom od nich, podali go do sądu. Obecnie mieści się tam Muzeum Uniwersyteckie pokazujące dzieje edukacji w Puebla. A że dzieje te są naprawdę bogate, świadczy fakt, iż w mieście liczącym około 2 milionów mieszkańców znajduje się 20 uniwersytetów.

 

CERAMIKA, LALKI, GITARY

 

Kościoły i zdobione cudownie kamienice to nie jedyne skarby Puebli. Są nimi także wyroby rzemieślnicze, które można kupić na miejscowym targu. Należą do nich przede wszystkim wszelkiego rodzaju produkty ceramiczne – od bogato zdobionych mis, talerzy, donic do figurek. Bardzo żałowałam, że ze względu na ograniczoną dopuszczalną wagę bagażu nie mogłam kupić wspaniałych serwisów czy choćby ich pojedynczych części.

 

Na targu swymi niezwykle żywymi kolorami zachęcają klientów także miejscowe wyroby odzieżowe, instrumenty muzyczne, lalki, obrazy, kilimy. Wśród wyrobów wiele jest takich, które wykonano na pamiątkę różnorodnych wydarzeń historycznych. Jednym z najbardziej pamiętanych przez mieszkańców miasta jest pokonanie Francuzów przez kilkakrotnie mniejszą armię meksykańską w roku 1862 roku. Zwycięstwo upamiętnia też obchodzone co roku 5 maja święto, a także ulice nazwane na jego cześć Cinco de Mayo.

 

CZEKOLADOWY SOS I WÓDKA Z ROBAKIEM

 

W menu niemal każdej restauracji znajdziemy najsłynniejszą potrawę Puebli – indyka lub kurczaka w sosie mole poblano. Potrawa ma swą wielowiekową historię i choć niektóre jej wersje, w zależności od osoby opowiadającej, nieco się różnią, wszystkie pokazują pomysłowość zakonnej kucharki. Ponad cztery wieki temu, gdy w Puebli powstało już wiele zakonów, w jednym z nich, żeńskim, doszło do kulinarnego eksperymentu. Do miasta miał przyjechać bardzo ważny biskup.

 

Z racji, że zakonów było wiele, duchowny nie był w stanie odwiedzić ich wszystkich. Zapowiedział więc, że obiad zje tam, gdzie zakonnice przygotują najbardziej oryginalne danie. Gdy siostra odpowiedzialna za kuchnię dowiedziała się o tym, wpadła w popłoch. Zaczęła wyjmować z szafek wszystko, co się w nich znajdowało. Wcześniej wstawiła do pieca indyka.

 

A do misy wrzucała czekoladę, ostre papryczki chilli, orzechy, migdały, anyż, cynamon, pomidory, celbulę, czosnek i jeszcze inne przyprawy. Wszystko wymieszała i tym sosem polała indyka. Biskup, powiadomiony wcześniej o znakomitej kucharce w habicie, przybył na obiad, z którego wyszedł niezwykle uradowany. Potrawa zyskała jego akceptację.

 

O tym, że mole poblano, słodko – pikantny ciemny sos, ma niezwykły smak, świadczy jego nieustanne powodzenie. Można go nie tylko zjeść w każdym punkcie gastronomicznym miasta, ale także zakupić w puszkach, kartonach, butelkach w spożywczych sklepach. Popularnymi, choć sezonowymi potrawami są także egzotyczne maguey i escamole. Pierwszy to przysmak z gąsienic żerujących na agawie, drugi – to ich jajka podawane z awokado lub jajami kurzymi.

 

Koniecznie musimy te „delicje” popić mocnym meskalem – alkoholem z agawy, równie popularnym w Meksyku jak tequila. Na dnie butelki meskala pływa robak, który jest gąsienicą motyla Hipola Agavis, ale równie dobrze może to być żuk czy skorpion. Gąsienica uważana jest przez miejscowych za rarytas i wspaniałą zakąskę po wypiciu mocnego trunku.

 

Zdjęcia autorki.