MEKSYK: CHAMULA – ZARŻNĄĆ KOGUTKA DLA NAJŚWIĘTSZEJ PANIENKI

 

 

Kremowej barwy, niemal biały fronton kościoła oświetlony palącymi promieniami popołudniowego słońca odcina się od niemal granatowego w jego tle nieba. Tylko dookoła drewnianych drzwi które otaczają majolikowe, zielone kafelki dekorowane w kilku kolorach, okna w głębokiej niszy nad wejściem oraz widocznych w paru miejscach drobnych, również zielonych detali, są kontrastujące z tą bielą elementy. Wchodzę pokazując bilet, bo dla obcych wstęp jest płatny i znajduję się w niezwykłym świecie. Byłem już na pięciu kontynentach i licznych wyspach w tysiącach świątyń wszystkich głównych religii i wyznań świata oraz wielu lokalnych. Ale czegoś takiego jeszcze nie widziałem.

 

DZIEWICA MARIA MAGDALENA

 

Całą posadzkę pokrywa kilkucentymetrowa warstwa siana, igieł sosnowych i chrustu. Stoi na niej kilkanaście stołów z płonącymi lampkami i świecami. Dookoła na posadzce siedzą w małych grupkach, przy świecach, mężczyźni, ich kobiety i dzieci. Jedzą, popijają mocny alkohol pox pędzony z trzciny cukrowej lub napoje orzeźwiające.

 

Wielu indywidualnie modli się przed licznymi ołtarzami i kapliczkami w sposób żarliwy, ale niekiedy jak gdyby spierając się, lub nawet głośno dyskutując z bogiem czy świętym do którego zwracają się o łaskę. Indianki w trakcie modlitwy składają na posadzce ofiary zawinięte w stare gazety. Rozbijają jajka sprawując nad nimi jakieś czary. Zarzynają kogutki czy kury pryskając ich krwią dookoła. A wszystko to polewając jakimiś płynami z butelek.

 

Powoli, z zaciekawieniem, ostrożnie aby nie przeszkadzać odprawiającym rytuały, obchodzę ołtarze: główny i boczne oraz kapliczki umieszczone na wewnętrznych ścianach świątyni. Doliczyłem się ich 26, poświęconych Najświętszej Panience oraz różnym świętym. W tym dwa ku czci Dziewicy (Virgen) Marii Magdaleny.

 

ZDERZENIE DWU ŚWIATÓW

 

W tym pełnym niesamowitej atmosfery i mistycyzmu miejscu przesiąkniętym dymem świec i zapachem krwi, nagle usłyszałem dzwonek telefonu komórkowego. I młody Indianin stojąc tyłem do głównego ołtarza zaczął swobodną rozmowę. Prawdziwe zderzenie różnych światów.

 

Ta niezwykła świątynia znajduje się w niespełna 3,5 – tysięcznym miasteczku San Juan Chamula zamieszkanym od setek lat przez Indian plemienia Tzotzil, jednego ze szczepów Majów. Jednym z dwu czy trzech osad niemal nieskażonych przez hiszpańskich najeźdźców. Według badań tutejsi mieszkańcy posługują się od pokoleń głównie tylko swoim językiem.

 

A blisko 60% ludności, w tym niemal 90% dzieci w wieku do 9 la,t w ogóle nie mówi po hiszpańsku. Stojący przy rynku kościół – na jego pozostałych pierzejach stoją też murowane domy z podcieniami – jest pod wezwaniem św. Jana Chrzciciela. Zaś patronkami miasteczka są święte: Marta i Maria Magdalena. W dni tych patronek odbywają się pielgrzymki i procesje, w których noszone są obrazy z ich wizerunkami.

 

Niestety, fotografowanie wewnątrz świątyni jest wykluczone. Przy czym – ostrzeżono mnie – próba może okazać się niebezpieczna nie tylko dla zdrowia, ale nawet życia. Bo, według tutejszych wierzeń, utrwalone na zdjęciach wizerunki ludzi mogą „zabrać” fotografowanym duszę oraz przeszkodzić w skuteczności modłów. Niechęć mieszkańców do ich fotografowania dotyczy zresztą także miejsc poza kościołem.

 

FOTOGRAFOWANIE ZABIERA DUSZĘ

 

W żaden sposób nie udało mi się np. uzyskać na to zgody czterech starców w wełnianych opończach niemal do ziemi. A kilka zdjęć, na których zdołałem utrwalić kilka scenek, kobiet, a zwłaszcza dzieci, wykonałem z zaskoczenia. San Juan Chamula położone jest w meksykańskim stanie Chiapas na wysokości 2.260 m n.p.m.

 

W czasach prekolumbijskich było ważnym ośrodkiem ludu Tzotzil. Po hiszpańskim podboju Nowego Świata stało się w 1524 roku, na kilka lat, własnością historyka Bernala Diaza del Castillo. W 1867 roku było miejscem indiańskiej rebelii na podłożu religijnym i kastowym. A w 1994 jednym z centrów rewolucyjnego ruchu wyzwolenia Indian EZNl, w rezultacie którego uzyskało autonomię.

 

Miasteczko żyje z rolnictwa i hodowli, a także rękodzieła i turystyki. Jest bowiem chętnie odwiedzane, gdyż słynie z wierzeń i obrzędów religijnych stanowiących mieszaninę katolicyzmu oraz starych rytuałów indiańskich. Przy czym przywiązanie mieszkańców do religii rzymskiej, przynajmniej takiej, jak ją rozumieją i praktykują, jest bardzo silne.

 

Do tego stopnia, że ci z nich, którzy pod wpływem działalności misyjnej Świadków Jehowy zmienili wyznanie, musieli opuścić tutejszą wspólnotę i w ogóle miasteczko.

 

Leczeniem jego mieszkańców zajmują się przede wszystkim szamani, m.in. wypędzając z ciał chorych demony i stosując zioła oraz minerały. A jako oczyszczający organizm środek wymiotny służy m.in. … Coca Cola.

 

 

W GOŚCINIE U MAJÓW

 

Oprócz wspomnianych uroczystości świątecznych i procesji, ciekawe są podobno również tutejsze coniedzielne jarmarki. Jestem tu jednak w dzień powszedni i parę straganów w rynku nie zasługuje na uwagę. Ale w pobliżu tego miasteczka znajduje się wieś innych potomków Majów – Zinacantá.

 

Jest w niej również spory, chociaż gorzej zadbany z zewnątrz kościół. Z wejściem głównym z boku dosyć długiej nawy i dobudowaną kaplicą z wejściem od środka. Niestety, dotarliśmy tam dopiero tuż przed zmrokiem i był zamknięty, nie udało mi się więc zobaczyć jego wnętrza. Zostałem natomiast zaproszony do zamożnego, w tutejszej skali, domu.

 

Kamiennego, otoczonego wraz z zabudowaniami gospodarskimi murem. Z wiejskim indiańskim wyposażeniem wnętrza oraz dużym paleniskiem w jednej z izb, na którym gospodyni przy pomocy innej Indianki przygotowywała na otwartym ogniu, w tej kuchni na kamieniach, ale bez komina, podpłomyki na wieczerzę.

 

A inna, młoda Indianka bardzo troskliwie chroniła, całkowicie je zasłaniając, niemowlę noszone w chuście na plecach zarówno przed obiektywem fotoaparatu, jak i przed wzrokiem obcych. Dlatego, aby nie zostało ono, zgodnie z tutejszymi wierzeniami, „zauroczone”. Ale kilkuletnie dzieciaki nie podlegają już takiej ochronie. Udało mi się więc zrobić im kilka zdjęć.

 

Zdjęcia autora


Stowarzyszenie Dziennikarzy Podróżników GLOBTROTER

Booking.com