USA: Z WIZYTĄ U AMISZÓW

 

Gdy po raz pierwszy na jednej z dróg stanu Indiana ujrzałam krytą bryczkę ciągniętą przez konie, zaniemówiłam. Siedzący w niej ludzie, ubrani jak przed wiekami, wprawili mnie w osłupienie. Czy to statyści nakręcanego gdzieś filmu? Nie, to Amisze, członkowie wspólnoty religijnej, którzy żyją zgodnie z dawno temu wyznaczonymi zasadami. Kim są Amisze? Amisze to religijna wspólnota wywodząca się ze szwajcarskiego ruchu mennonitów. Podstawą ich wiary jest Biblia. Amisze nie mają kościołów, na wspólne modlitwy spotykają się w domach, które na ten czas są specjalnie przygotowywane.

 

Są niezwykle konserwatywni – nie używają zdobyczy współczesnej techniki, nawet prądu (wyjątek stanowią warsztaty, ale prąd pochodzi z własnych agregatów), nie jeżdżą samochodami, nie mają komputerów, nie służą w armii, nie płacą podatków, są samowystarczalni, a ich edukacja trwa wyłącznie osiem lat.

 

– Po to, abyśmy byli dobrymi stolarzami, hodowcami krów, koni, kucharkami czy gospodyniami domowymi nie potrzeba nam studiów – powiedział nam 23-letni Amisz Seth Jones. – Nie używamy dóbr cywilizacji, bo to dla nas zbędne, odsuwające od Boga. Życie zgodne z naszymi zasadami to nasza ochrona przed złem.

 

W 1972 roku Sąd Najwyższy uznał prawo Amiszów do ograniczonej edukacji. Jones zdradził nam, że za rok będzie się żenił. Cieszy się z tego. Martwi się jedynie tym, czy do tego czasu zacznie mu rosnąć broda. Żonaci mężczyźni obowiązkowo je noszą.

 

NA DROGACH PEŁNA EGZOTYKA

 

Jestem w hrabstwie Lagrange. Tu żyje najwięcej Amiszów ze stanu Indiana. Ale Indiana to nie jedyne miejsce w Stanach Zjednoczonych, gdzie możemy ich spotkać. Mieszkają także w Pensylwanii, Ohio, Iowa, Missouri oraz w Kanadzie. Szacuje się, że w tych dwóch krajach jest ich obecnie ponad 235 tysięcy.

 

Na drogach pełna egzotyka – obok wielkich ciężarówek, szybkich motocykli i osobowych aut – czarne zakryte bryczki. Widziałam takie w głośnym filmie „Świadek” z Harrisonem Fordem. Na żywo oglądam to po raz pierwszy. Są także wozy odkryte. Ich wielkość dostosowana jest do rodziny. A te zazwyczaj są bardzo liczne. Sześcioro, siedmioro dzieci to standard.

 

Widziałam kilka kobiet na rowerach – wygodnych, trójkołowych. Na posiadanie takiego pojazdu trzeba mieć jednak zezwolenie biskupa danego dystryktu. Pozwolenie takie wydaje się pod warunkiem, że rower potrzebny jest do dojazdu do pracy. Od niedawna można też jeździć na hulajnodze i rolkach. A samochody?

 

Można ich używać, ale wyłącznie do przewożenia wielkich towarów. Posiadać ich nie wolno. Za złamanie zasad grozi Amiszom wykluczenie nie tylko ze wspólnoty religijnej, ale i rodziny.

 

Najwięcej bryczek i wozów można zobaczyć w niedzielny poranek, gdy całe rodziny udają się do wyznaczonego domu na modlitwę. Po modlitwie jest wspólny posiłek. Potem rozmowy, zabawa dzieciaków i powrót do domu.

 

 

ROLNICY, STOLARZE, MLECZARZE

 

Czy zajmują się Amisze? Przede wszystkim rolnictwem. Uprawiają ogromne pola kukurydzy, zagony warzyw, hodują mleczne krowy, konie, owce. Z mleka wytwarzają sery. Ich produkty chętnie są kupowane przez Amerykanów. Amisze to znakomici stolarze słynący z wyrobu pięknych mebli czy bryczek.

 

Słyną ze smacznego, prostego jedzenia, którego można skosztować w prowadzonych przez nich restauracjach. W takich restauracjach dostaniemy doskonały domowy makaron, świetnego kurczaka, pyszne ciasto, własnoręcznie kręcone lody. Amiszki to bardzo pracowite kobiety. Pracują w gospodarstwie, gotują, piorą, wychowują dzieci.

 

W niektórych domach jest sprzęt zmechanizowany jak pralki czy wirówki oczywiście napędzane przez agregator prądotwórczy. Ale taki agregator nie służy już do oświetlenia pomieszczeń. Do tego wciąż używane są lampy naftowe. Kobiety szyją ubrania same. To długie szerokie workowate sukienki, fartuch, czepki na głowach.

 

Nie używają guzików, tylko haftki lub zatrzaski. Mężczyznom spodnie podtrzymują nie paski lecz szelki. Amisze zawierają związki małżeńskie wyłącznie z osobami tej samej wiary. Ponieważ to stosunkowo niewielka społeczność, coraz częściej spotykane są wśród nich choroby genetyczne, takie jak karłowatość.

 

Widziałam taka maleńką parę ubrana w tradycyjne stroje w sklepie. Sądziłam, że to małe dzieci. Dopiero gdy para odwróciła się do mnie spostrzegłam, że to dorośli... Członkowie wspólnoty rządzą się własnymi prawami. Nie służą w wojsku, nie płacą podatków, nie korzystają z ubezpieczenia zdrowotnego. Jeśli ciężko zachorują, na ich leczenie składa się cała wspólnota.

 

Zdjęcia autorki


Stowarzyszenie Dziennikarzy Podróżników GLOBTROTER

Booking.com