MAROKO: JESIEŃ W ZŁOTYM TRÓJKĄCIE

Historyczne miasta portowe: Agadir i As-Suwajra (Essaouira) nad Atlantykiem oraz położony u podnóża Atlasu, a zarazem między nim i Saharą Marrakesz – dawne centrum berberyjskiego imperium, od którego wywodzona jest nazwa Królestwa Maroka, stanowią wierzchołki trójkąta.

Który – pod nazwą Złotego Trójkąta – stał się celem dziennikarskiej tygodniowej podróży studyjnej 12 członkiń i członków Stowarzyszenia Dziennikarzy – Podróżników „Globtroter” na zaproszenie marokańskiego Ministerstwa Turystyki.

 

 

BEZPIECZNY I PIĘKNY KRAJ

Maroko jest obecnie najbezpieczniejszym w regionie śródziemnomorskim krajem nie tylko arabskim, ale również muzułmańskim. O czym miałem okazję przekonać się, nie po raz pierwszy zresztą, bo bywałem tu już w przeszłości, spacerując wieczorami i w nocy z aparatem fotograficznym na szyi po starych i zabytkowych dzielnicach miast w których nocowaliśmy, fotografując je.

Jest również atrakcyjne nie tylko w sezonie letnim, ale także w pozostałych porach roku. Oferuje bowiem turystom nie tylko świetny nadmorski wypoczynek, ale i ogromne bogactwo zabytków oraz ciekawych miejsc i innych atrakcji. Nasza jesienna – poprzednio przyjeżdżałem tu w lecie – podróż okazała się bardzo ciekawa i udana.

Tuż przed naszym przylotem przez tydzień padały tu deszcze, w rezultacie których na każdym kroku towarzyszyła nam soczysta zieleń ogrodów, skwerów, parków i gajów oliwnych, palmowych lub arganowych. Tylko zaorane pola przypominały, że to już jesień.

Warunki pobytu zapewniono nam znakomite. W 5* hotelach, z czego w obu miastach nadmorskich stojących tuż przy atlantyckich plażach. Nie tylko z dobrym wyposażeniem, ale i wieloma obrazami oraz rzeźbami w recepcji i na korytarzach.

          SAMOLOT PEŁNY POLSKICH TURYSTÓW

Oczywiście także doskonałe wyżywienie, z obiadami również w słynnych ze znakomitej kuchni lub wnętrz zabytkowych restauracjach. I wygodny mikrobusowy transport. Stosunkowo niewielu turystów, jacy obecnie przebywają w tym regionie kraju – chociaż duży samolot czarterowy z Warszawy do Agadiru wypełniony był niemal do ostatniego miejsca – oznaczało brak tłoku zarówno w hotelach, jak i muzeach, zabytkowych centrach miast oraz na sukach – egzotycznych bazarach.

Pod tym względem warunki do poznawania kraju oraz, w wolnych chwilach, wypoczynku, były więc zdecydowanie lepsze niż w szczycie sezonu. A przecież nawet w nim wody Atlantyku na tej jego szerokości są dosyć chłodne. I daleko nie wszyscy kąpią się w nim również w lecie, wybierając raczej hotelowe baseny.

Szerokie i długie piaszczyste plaże zapewniają sporo miejsca na opalanie. Oraz „moczenie się” w wodzie – teraz, jesienią, ograniczane przeważnie do spacerów po niej wzdłuż brzegu. W Agadirze, As-Suwajrze czy Taghazout, gdzie również byliśmy, nie ma gwałtownego kończenia się płytkiej wody.

Aby popływać w Atlantyku, trzeba wejść weń dosyć daleko i pokonać kilka fal. Na szczęście, poza okresami sztormów, niewielkich. Atrakcję stanowią również przypływy i odpływy oceanu, zalewające powoli nawet ponad dwie trzecie szerokości plaż.

          DROGA DO MARRAKESZU

Nie one jednak były głównym celem naszego Press Tripu, lecz poznawanie zabytków i atrakcji miejscowości na trasie. O każdym z tych trzech miast tworzących wierzchołki Złotego Trójkąta napiszę oczywiście wkrótce osobno. Na początek ograniczając się do relacji z całej podróży.

Po Agadirze oraz na jego miejsca widokowe w Cytadeli i nad portem obwoził nas kierowca naszego mikrobusu. Bardzo malownicza okazała się około 240 kilometrowa jazda do Marrakeszu. Znakomitą autostradą poprowadzoną przez pustynne tereny i wzgórza początkowo intensywnej ceglano – czerwonej barwy. Zaś w drugiej części w kolorze ochry.

Z widokami na nieliczne, odległe wioski, gaje oliwne i palmowe oraz przez przebity w skałach długi tunel. W Marrakeszu dołączył do nas Khalid Mimi, dyrektor na Polskę i Europę Wschodnią MNTO – Marokańskiej Narodowej Organizacji Turystycznej. Po mieście, jego zabytkach oraz atrakcjach, oprowadzał nas miejscowy przewodnik.

Dla którego nie mniej ważne od mauzoleum Sadytów, pałacu Bahia, medresy Ibn Jusufa, muzeów, mediny i suków, słynnego Placu Cudów – Jemaa El Fnaa czy średniowiecznych murów obronnych miasta, były podmiejskie dzielnice willowe bogaczy oraz pola golfowe – jest ich 7 różnej klasy.

          ATRAKCJE DAWNEJ BERBERYJSKIEJ STOLICY

Ale dzięki temu mieliśmy okazję zobaczenia i tych miejsc, przeważnie pomijanych przez przewodników polskich wycieczek. M.in. 900–letniego gaju oliwnego zajmującego 65 ha i zbierania w nim oliwek metodą strząsania ich na rozłożone na ziemi płachty. Czy zbiornika wodnego z XI w i pawilonu królewskiego nad nim.

Lub słynnego – także jego nie zdążyłem zobaczyć podczas poprzednich tu pobytów – Ogrodu Majorelle, jednego z najczęściej odwiedzanych miejsc w całym kraju. Na długo w pamięci pozostaną nam obiady w dwu słynnych tutejszych restauracjach. Nie tyle może ze względu na smak narodowych potraw, chociaż były one świetne, lecz samych lokali.

W jednym z nich, mniejszym, z niepozornym wejściem z wąskiej uliczki mediny, lunch jedliśmy w niewielkim ogrodzie – bambusowym gaju nad ocembrowaną sadzawką z rzeźbami, starymi metalowymi latarniami i ceramiką na jej brzegach.

Drugi, to słynna marokańska restauracja Dar-Es-Salam w dawnym pałacu o bogato zdobionych salach, przejściach i korytarzach, w której w 1956 r. Alfred Hitchcock nakręcił film „Człowiek, który wiedział za dużo” z Jamesem Stewardem i Doris Day w głównych rolach. O czym przypomina ogromny kadr z niego na jednej ze ścian.

          KOZY UWIELBIAJĄ ARGANOWE OWOCE

Znakomitym pomysłem okazała się też wizyta w słynnej aptece, w której jeden z pracowników po polsku opowiedział nam o zaletach oleju arganowego wyciskanego z pestek owoców tego drzewa rosnącego tylko w nad atlantyckim regionie Maroka. Podobne, w Meksyku, nie dają owoców.

Dodam, że owoce te stanowią tak wielki przysmak dla kóz, że aby się do niego dobrać, potrafią wskakiwać na drzewa. Olej wyciska się zarówno z pestek… wydalonych przez kozy, jak i wydobywanych z owoców w sposób bardziej sztuczny. Później, już na wybrzeżu, mieliśmy okazję sfotografować kozy na drzewach arganowych zajadające owoce.

A w tej aptece zobaczyć kobiety czyszczące i rozdrabniające te pestki. I posłuchać o walorach odżywczych i kosmetycznych tego oleju. Jak również wielu marokańskich ziół i minerałów wykorzystywanych w farmacji oraz kosmetyce.

Z ich demonstracją, wąchaniem, nacieraniem rąk oraz, dosyć skutecznym, zachęcaniem przez prowadzącego pokaz, do zakupu tych, gwarantowanej jakości – bo olej arganowy podrabiany jest dosyć powszechnie.

Bardzo spodobał mi się też pobyt w As-Suwairze do której jechaliśmy, w sumie ponad 3 godziny, przez kilka wiosek i miasteczek. Byłem w niej wcześniej już dwukrotnie, ale tylko ze zwiedzaniem w trakcie przejazdu, bez noclegu.

          AS-SUWAIRA W DZIEŃ I W NOCY

Okazała się ona, zwłaszcza medina w obrębie murów obronnych, zgodnie z moimi oczekiwaniami, bardzo ciekawa również w ciemnościach rozświetlanych latarniami oraz światłem padającym z otwartych sklepów i restauracji.

Pozytywne wrażenia wywarły również zabytki, ciekawe miejsca oraz obserwacja codziennego życia tego około 70-tysięcznego miasta portowego za dnia oglądane po dłuższej przerwie. Ale i o tym napiszę osobno. Poznawanie pozostałych miejscowości i atrakcji odbywało się, zgodnie z programem, w postaci wypadów z Agadiru.

Niestety wyjazd w ostatnim dniu pobytu do Tafrawut (Tafraout) został odwołany. Szkoda, bo to berberyjskie miasteczko położone na wysokości 1200 m. w malowniczej dolinie Antyatlasu, jest bardzo ciekawe, o czym miałem okazję przekonać się podczas pobytu w nim ponad 10 lat temu.

Podobnie zresztą, jak jego okolice, m.in. słynne „malowane skały” spaskudzone w 1984 r. pomalowaniem ich na niebiesko przez belgijskiego „artystę” Jeana Vérame. Farby te, na szczęście, powoli zacierają się, przywracając krajobrazowi naturalny wygląd. Ciekaw byłem, co się tam zmieniło. Podobnie jak w samym Tafrawut wyludniającym się, bo na miejscu brak pracy, a dochody z turystyki są zbyt nikłe.

          LUKSUSY TAGHAZOUT BAY

Byliśmy jednak, zgodnie z programem, w Taghazout, berberyskiej wiosce rybackiej położonej niespełna 20 km na północ od Agadiru. Bardzo popularnej, ze względu na znakomite warunki, wśród suflerów. A w latach 70-tych XX wieku chętnie odwiedzanej przez hippisów.

Naszym przewodnikiem tego dnia był bardzo kompetentny i nieźle mówiący po polsku El Ouafi Ennassiri z biura podróży Sun & Sea w Agadirze. Najpierw pojechaliśmy do powstającego jakieś 2 km przed tą wioską Taghazout Bay. Nowego i nowoczesnego ośrodka turystycznego o wysokim standardzie.

Budowany jest on w ramach marokańskiego programu rozwoju turystyki „Vision 2020” na wysokim, nieco odsuniętym od, leżącej poniżej, plaży i Atlantyku. Z zaplanowanych na 86 hektarach 8 hoteli oraz wioski bungalowów, czynny jest już 5* Hyatt Place. Oprowadzała nas po nim dyrektor ds. sprzedaży Izabelle Leconte.

Stojący na wysokości 80 m n.p.m. hotel z centrum konferencyjnym, spa, salami fitness, gimnastyczną i siłownią, pokojem zabaw dla dzieci itp. jest wyjątkowo pięknie zaprojektowany. Z nowoczesnym wyposażeniem wnętrz, wykorzystaniem materiałów ekologicznych itp.

          W RYBACKIEJ WIOSCE

Z basenami z wodą o naturalnej temperaturze otoczenia, aktualnie 21ºC oraz podgrzewaną do 26ºC. Całość tak zaprojektowano, aby każdy mógł czuć się jak u siebie w domu. W hotelu tym są 142 pokoje oraz 10 apartamentów. Goście dowożeni są na atlantycką plażę oraz do Agadiru.

W ofercie hotelu są też wycieczki do wielu miejscowości i miejsc: Marrakeszu, As-Sawiry, oazy Tlout i „Malego Marrakeszu” – Taroudant, jak również Tafraout i Tiznitu. W pobliżu powstają kolejne obiekty tego ośrodka, a na dole nad morzem centrum handlowe z kinem. A ceny, jak na Maroko są atrakcyjne. Np. doba w 2-osobowym pokoju standardowym ze śniadaniem 70 €.

Rybacka wioska Taghazout składa się z kamiennych, niekiedy kilkupiętrowych domów stojących na skarpie i nad atlantyckim zboczu nad zatoką. Jest w niej oczywiście meczet. Mieszkańcy żyją z turystyki i produkcji oleju arganowego, trochę z rybołówstwa i handlu. Na miejscu można wypożyczać deski surfingowe oraz różnorodny sprzęt do pływania i nurkowania.

Także obecnie, w końcu listopada, zwłaszcza pod wieczór, widać na wodzie sporo surferów. W restauracjach i kafejkach zaś młodych ludzi wielu narodowości. Wypoczywać i wyżywać się na wodzie można tu znakomicie. Przy czym za bardzo rozsądne pieniądze.

          MAROKO WARTE PODRÓŻY

Maroko jest bardzo atrakcyjnym kierunkiem podróży turystycznych, w Polsce ciągle zbyt mało docenianym. Jak już wspomniałem bezpiecznym, z sympatycznymi, życzliwymi gościom mieszkańcami. Z nie nachalnymi, a to w krajach arabskich raczej wyjątek, sprzedawcami na sukach, czy naganiaczami – o ile w ogóle można w tym przypadku użyć tego określenia – przed restauracjami i tawernami.

Jest to, niestety, kraj dosyć odległy. Z Warszawy do Agadiru leci się non stop niemal 5 godzin. Droższy od Egiptu czy Tunezji, ale zapewniający relatywnie wysoki standard nawet w hotelach niższych kategorii. Bo baza turystyczna, czystość i porządek są tu naprawdę dobre.

Uważam, że Maroko jest u nas zdecydowanie zbyt mało promowane, zwłaszcza w porównaniu z jego arabskimi konkurentami. Niedostrzegane przez wiele biur podróży, zwłaszcza nastawionych na obsługę turystów, dla których głównym czynnikiem decydującym o wyjeździe jest niska cena.

I chyba z nadmiernym naciskiem na wyjazdy do Agadiru – i czarterowymi lotami do niego, mimo iż na atlantyckim wybrzeżu jest wiele bardziej atrakcyjnych miejscowości. Chociaż pod względem atrakcyjności tylko samego wypoczynku nad morzem „przebijane” jest przez kraje leżące nad morzami cieplejszymi niż zachodni Atlantyk.

          NIE TYLKO NADMORSKIE PLAŻE

Natomiast pod względem liczby wartych poznania zabytkowych miast i miasteczek kraj ten należy nie tylko do afrykańskiej, ale i światowej czołówki. „Cesarskie miasta”: Rabat, Fez, Meknes z Volubilis i Marrakesz oferują miłośnikom starej architektury i egzotyki mnóstwo atrakcji.

Podobnie jak ogromna Casablanka czy też również portowy i kosmopolityczny Tanger. Czy mniejsze historyczne miasta nad atlantyckie, wspaniałe góry Atlasu i Antyatlasu oraz znajdujące się w nich osady. To tylko przykłady, do których trzeba by jeszcze sporo dodać.

Chociażby tereny pustynne, ciekawą przyrodę, a także oryginalne rzemiosło artystyczne oraz zwyczaje. Również one mogą i powinny przyciągać znacznie więcej naszych rodaków. Zwłaszcza tych, których stać na wydatek większy niż za „last minute” w Egipcie, Tunezji czy Turcji. A po prostu nie wiedzą, co może im zaoferować Maroko.

Warto, aby dowiadywali się szerzej o tutejszych atrakcjach, zaś nasze biura podróży szerzej uwzględniały ten kraj w swoich ofertach. Szczególnie obecnie, gdy w innych regionach zrobiło się niebezpiecznie. A tu turyści mogą, jak dotychczas, czuć się naprawdę bezpiecznie. Chociaż… patroli policyjnych spotykałem mniej niż w polskich miastach.

 

        Zdjęcia autora