ALGIERIA: NIE TYLKO PIASEK, ROPA I GAZ (1) - WSCHÓD

 

 

Na wstępie kilka danych statystycznych: chodzi o największe państwo w Afryce, będące na 10. miejscu na świecie pod względem powierzchni (Polska jest na 70. miejscu). Państwo to zajmuje 36. miejsce pod względem liczby mieszkańców (Polska wyprzedza je nieco, gdyż jest na 34. miejscu), w państwie tym stale wzrasta liczba ludności w tempie 2,16 proc. rocznie. Przewiduje się więc, że za 10 lat liczba ludności wyniesie tam ponad 45 mln obywateli. Jest to też państwo osiągające pułap PKB w wysokości ponad 7500 dolarów na osobę. Sądzę, że Czytelnik już wie - chodzi o Algierię.

 

WSPÓŁCZESNOŚĆ I HISTORIA

 

Dla wielu Polaków nazwa tego kraju budzi dwa podstawowe skojarzenia: pierwsze – to niekończąca się piaszczysta pustynia, Sahara, kryjąca pod powierzchnią niewyobrażalne bogactwo – ropę i gaz, surowce tak ważne na geopolitycznej mapie świata oraz skojarzenie drugie – to wieloletnia, skuteczna, choć opłacona bardzo wysoką ceną, walka Algierczyków o uniezależnienie się od Francji, zakończona uzyskaniem niepodległości w 1962 roku.

 

Współczesność i historia są tu obecne na każdym kroku. Jadąc nowoczesną autostradą z Algieru na wschód do Konstantyny, pamiętam, że kraina ta w starożytności była rzymską prowincją znaną jako Mauretania Caesariensis, która stanowiła spichlerz Rzymu, dała Imperium Rzymskiemu kilku cesarzy, wielu dzielnych dowódców i żołnierzy, a później - nawet kilkoro świętych.

 

Autostrada przebiegająca od granicy marokańskiej do tunezyjskiej, liczy ponad 1200 km, a wybudowano ją z pomocą konsorcjów chińskich i japońskich, a także specjalistów polskich za kwotę ponad 11 miliardów dolarów. Biegnie ona równolegle do wybrzeża Morza Śródziemnego, w pewnym jednak oddaleniu od morza, „obsługując” kilka ważnych wilayi (województw) i łączy szereg najważniejszych miast tego pięknego kraju.

 

WSCHODNIA ALGIERIA

 

Gdy z okien naszego dziennikarskiego autobusu ( poza polską grupą ośmiorga dziennikarzy ze Stowarzyszenia Dziennikarzy – Podróżników „Globtroter” byli koledzy z Włoch, Francji, Niemiec i Serbii, zaproszeni, tak jak my, przez algierskie ministerstwo turystyki i rzemiosła ) widzimy drogowskaz do miasta Lakhdaria, mijamy wąwóz i tunel o tej samej nazwie, to przypomina mi się dramatyczny fakt z przeszłości.

 

To tu w maju 1956 roku, koło miejscowości zwanej wówczas Palestro, na stoku gór Wielkiej Kabylii, bojownicy algierscy urządzili zasadzkę na żołnierzy francuskich, zabijając 20 Francuzów. Dało to im powód do krwawej zemsty na ludności miejscowej . Podobne skojarzenie historyczne, związane z walką Algierczyków o niepodległość, mam, gdy wjeżdżamy do miasta Setif, ok. 130 km od Konstantyny. Znów pamięć przywołuje krwawy epizod z maja 1945 roku, znany w historii i Francji i Algierii jako masakra w Setif.

 

Gdy 8 maja owego roku władze oraz miejscowa ludność francuska radośnie obchodzili zwycięstwo Francji nad III Rzeszą i jej sojusznikami, miejscowi Algierczycy, uznając, że to nie ich zwycięstwo, wystąpili z żądaniami przyznania Algierii niepodległości i z własnymi, a nie francuskimi, symbolami – doszło do krwawej pacyfikacji. Zginęło wtedy po stronie francuskiej ponad 1100 osób, a wśród ludności algierskiej liczby wahają się między 17 tys. zabitych i 20 tys. rannych.

 

STAROŻYTNE CUICUL

 

W pobliżu Setif leży położona wśród gór wioska Dżamila, znana przede wszystkim z fantastycznie zachowanych wykopalisk z epoki starożytnej, wówczas spore to miasto nazywało się po łacinie Cuicul. Rzym założył tu kolonię, osadzając od roku 96 n.e. dawnych żołnierzy cesarza Nerwy.

 

Kolonia osadnicza charakteryzowała się tym, że poza funkcjami centrum miejskiego, była także ośrodkiem kultu religijnego, siedzibą władz i instytucji, zamieszkiwali ją nie tylko obywatele rzymscy, lecz także pokonani przez Rzymian autochtoni - plemiona berberyjskie i wielu niewolników, a także wyzwoleńców, podróżników i pielgrzymów.

 

Było to więc całkiem spore miasto, ciągle rozbudowujące się. Miało klasyczny układ siatki ulic, więc i dziś możemy kroczyć główną jego arterią biegnącą z północy na południe, to tzw. cardo maximus. Kiedy w IV w. n. r. wprowadzono w Cesarstwie wolność wyznania i chrześcijaństwo zostało zalegalizowane, wybudowano tu także świątynie chrześcijańskie.

 

W połowie V w. n. e miasto podbili Wandale, a od VII wieku przybywali na te tereny Arabowie i następowała stopniowa islamizacja Północnej Afryki. Nowa arabska nazwa miasta – Dżamila – oznacza „piękna” i oddaje w pełni tę cechę owego miejsca. Osadzone między wzgórzami olbrzymie jak na Starożytność miasto do dziś zachwyca swym przepięknym położeniem, urzeka widokami, rozmiarami, świetnym zachowaniem odkopanych spod ziemi obiektów.

 

Miasto bowiem przetrwało pod ziemią wieki i tylko dzięki francuskim i algierskim archeologom odkrywa przed nami swe piękno. Rozpisałem się o tym trochę, gdyż nie znajduję – mimo mych licznych podróży po świecie – tak świetnie zachowanego całego, ogromnego rzymskiego miasta, które – tak jak Dżamila/Cuicul daje tak mocne wyobrażenie o życiu w Starożytności.

 

KONSTANTYNA

 

Kolejny punkt naszej podróży to Konstantyna, po arabsku Qacentina. I znów nie mogę pominąć łacińskiej nazwy tego trzeciego, co do liczby mieszkańców, półmilionowego miasta Algierii. Jako stolica Numidii od III w p.n.e. zwała się Cirta,( przypomnijmy, że wódz rzymski Scypion w 203 p.n.e. tak nazwał króla numidyjskiego –Masynissę: „ rex socius et amicus populi Romani - sprzymierzony król i przyjaciel ludu Rzymskiego").

 

Nazwę obecną zawdzięcza miasto cesarzowi Konstantynowi Wielkiemu, który w 313 roku przystąpił do jego rozbudowy. W tym samym roku wydał on w Mediolanie słynny edykt, wprowadzający zasadę wolności wyznania, czyniąc z chrześcijaństwa religię legalną, zwrócił chrześcijanom ich zagrabione poprzednio majątki – ziemię i budynki.

 

Konstantyna to miasto przepięknie położone wielopoziomowo na licznych wzgórzach, poprzecinanych głębokimi wąwozami z wieloma przerzuconymi nad nimi mostami, wiaduktami, z budynkami pamiętającymi najdawniejsze czasy świetności i rozbudowujące się także w nowoczesnym stylu.

 

Grupa nasza stanęła w hotelu Cirta, wybudowanym w roku 1912 w stylu francuskiej secesji z silnymi akcentami mauretańskimi. Jego niewątpliwy plus to znakomite położenie w samym sercu miasta. Nasi algierscy opiekunowie i przewodnicy w trosce o nasze bezpieczeństwo odradzali nam wieczorne spacery po mieście, ostrzegając przed możliwością ataków miejscowych złodziei.

 

A jest w nim co oglądać! Nie bez przyczyny w dawnych przewodnikach zwano je: miastem wiszących mostów ( nad rzeką Rhumel), miastem na skale, miastem muzułmańskich teologów, czy miastem malouf, czyli muzyki arabsko-andaluzyjskiej. Najpierw jedziemy pod Pomnik Zwycięstwa, wybudowany przez Francuzów w latach 1918-1930, poświecony mieszkańcom Konstantyny, którzy zginęli w I wojnie światowej w liczbie 844 żołnierzy.

 

Jest on wzorowany na rzymskim Łuku Trajana, góruje na szczycie skały 200 metrów nad przepaścią. Spod jego stóp rozpościera się majestatyczny widok na równinę Hamma. Szczyt pomnika wieńczy posąg bogini zwycięstwa Victoria, w istocie kopia rzymskiego posągu odnalezionego w podziemiach konstantyńskiej kasby.

 

KASBA, PAŁAC I NOWY MECZET

 

Po krótkim spacerze spod pomnika dochodzimy do mostu Sidi M’ Sid. Jest to most wiszący, zbudowany w 1912 r. według projektu francuskiego architekta Ferdynanda Arnaudina. Rwąca rzeka Rhumel wije się wstęgą w dole wąwozu ok.180 metrów poniżej poziomu mostu. Jesteśmy już w konstantyńskiej kasbie. Po prawej stronie ulicy wznosi się duża forteca.

 

Ostrzeżenia po arabsku i francusku oraz strażnicy przy bramie uświadamiają, że wstępu tam nie ma, jest to bowiem zespół budynków używanych ciągle przez wojsko. Niezbyt szerokimi ulicami starego miasta dochodzimy do ratusza, a następnie do ważnego celu zwiedzania – do pałacu Hadj Ahmeda Beya.

 

Wybudowany w 1835 roku stanowi jeden z piękniejszych obiektów w Konstantynie. Przydomek Hadj przed imieniem tego władcy oznaczał człowieka pobożnego, który odbył pielgrzymkę do Mekki. Po drodze na lotnisko podjeżdżamy pod jeden z największych i najpiękniejszych nowoczesnych meczetów w Konstantynie, dostępnych do zwiedzania przez nie-muzułmanów.

 

Nosi on imię jednego z największych bohaterów Algierii – Emira Abdel Kadera (1808-1883). Zaprojektował go architekt z Egiptu, użyto setek tysięcy ton alabastru. Budowę ukończono w 1994 roku. To nie tylko meczet, lecz także uniwersytet i szkoła koraniczna.

 

Olbrzymie wnętrze o białych ścianach, licznych dywanach na posadzce, przepiękne kryształowe żyrandole, smukłe kolumny, w dali widoczny, ozdobny mihrab(nisza) położony tak, by wskazywać kierunek ku Mekce. Wszystko to sprawia, że odczuwamy klimat dostojeństwa tego miejsca.

 

SPOTKANIE Z MŁODZIEŻĄ

 

I nagle – wielkie zaskoczenie – właściwie nie wiadomo skąd wokół kilku osób z naszej grupy pojawia całkiem spora klasa szkoły koranicznej. Padają pytania w poprawnym języku francuskim. – Skąd jesteście? Mówię, że jesteśmy grupą dziennikarzy z Europy, że przyjechaliśmy z Polski poznać ich kraj.

 

Pologne?- patrzą uczniowie jeden na drugiego, może nawet wiedzą, gdzie leży Polska? Co powiedzieć tej 16-17-letniej młodzieży? Wpadam na pomysł, jak do nich trafić- przecież rozmowa o sporcie musi zadziałać - i mówię, że znane jest dobrze w Polsce nazwisko ich rodaka – piłkarza Zinedine Zidane. Jeden z chłopców na moje – to przecież wasz rodak, Algierczyk – prostuje z dumą – Zidane jest Kabylem!

 

I wtedy – nie po raz pierwszy i nie po raz ostatni przekonuję się, jak ważne u wielu narodów jest poczucie dumy ze swych braci i synów, którzy odnieśli światowy sukces, jak błędnym byłoby uproszczenie, gdyby ktoś upierał się nazywać wszystkich Algierczyków Arabami, nie dostrzegając, że obywatelami tego wielkiego kraju są również (a nawet byli tu wcześniej przed Arabami) Tuaregowie, Kabylowie i inne ludy berberyjskie.

 

Że mieszkali wśród nich od wieków również Żydzi, zanim jeszcze Francuzi uznali Północną Afrykę za tereny dla siebie bardzo piękne i warte zainstalowania się tam ( po 1830 r.). Ciekaw jestem, co w ich młodych umysłach pozostanie z tego krótkiego spotkania z kilkoma egzotycznymi dla nich Polakami.

 

Zdjęcia: Lesław Kaliński


Stowarzyszenie Dziennikarzy Podróżników GLOBTROTER

Booking.com