W JĄDRZE CIEMNOŚCI

     Polscy globtroterzy rozpoczęli eksplorację wschodniego Konga i Ugandy. Niedawno wróciła stamtąd wyprawa poznańskiego biura podróży Logos Travel prowadzona przez właściciela. Jeszcze do niedawna wschodnia część Konga była niedostępna ze względu na wojnę domową i związane z nią niebezpieczeństwa, teraz sytuacja się normalizuje, chociaż, jak mówi Marek Śliwka nadal „czuć tam zapach prochu”.

 

 

 

Kongo - ten wielki kraj afrykański w dorzeczu rzeki o tej samej nazwie jest siedem razy większy Polski i posiada niezmierzone zasoby bogactw mineralnych, ale także wielki potencjał turystyczny, który, że względu na konflikty i nieszczęścia nie był wykorzystany, ale jest duża szansa, że wkrótce będzie to mekka  co bardziej ambitnych polskich globtroterów.
    Ruch turystyczny już się zaczął – najwięcej turystów przyjeżdża tu z Belgii i Francji a także z Niemiec, USA i Australii. Istnieje już baza hotelowa oparta na sieci hoteli jeszcze sprzed wojny. Część hoteli w Gomie, stolicy najbardziej niespokojnej wschodniej prowincji powstała pod potrzeby stacjonujących tu żołnierzy ONZ, których liczne bazy znajdują się w okolicy. Przy piaszczystych ulicach w centrum miasta są „klimatyczne” restauracje, pełne białych i czarnych gości, gdzie można pograć w bilard i pośpiewać karaoke, co jest oznaką normalności.
   Ponad Gomą wznosi się stożek wulkanu, o wysokości 4 tysięcy m n.p.m., który w 2001 roku zalał lawą część miasta, zginęło wtedy 37 osób, głównie pijaków i złodziejaszków, których lawa zastała przy rabunku.
      Czarny jęzor lawy widoczny jest do dziś, prowadzi przezeń droga w kierunku Parku Narodowego Wirunga, gdzie żyją górskie goryle. Transport lokalny odbywa się przy pomocy drewnianych pojazdów będących skrzyżowaniem roweru z hulajnogą, które służą do przewozu ludzi, towarów a nawet zwierząt. Okolica jest piękna i urodzajna nasycona wszystkimi kolorami intensywnej zieleni na tle pomarańczowej gleby. Wszystko to na wysokości 2 km nad poziomem morza, stąd pomimo bliskości równika, klimat jest tu przyjemny, nie dokucza nadmierna wilgoć i upał. Miejscowi farmerzy uprawiają wszystkie chyba warzywa rosnące w Europie łącznie z ziemniakami i pomidorami.      
    Na wspomniany już wulkan organizowane są 2-3 dniowe trekingi a największą atrakcją jest spojrzenie w otchłań krateru w którym bulgocze czerwona lawa i unoszą się trujące opary. W pobliskim jeziorze Kivu żyją hipopotamy. Niegdyś było ich 30 tysięcy, po wojnie zostało 800, ale stado powoli się odbudowuje.
   Główną atrakcją turystyczną okolicy jest PN Wirunga, gdzie żyją największe goryle na świecie, stworzenia niezwykle łagodne, chociaż o budzącym grozę wyglądzie. Żeby je zobaczyć, trzeba przedzierać się z miejscowym tropicielem przez zbity gąszcz lasu tropikalnego na wysokości 2,5-3 tys. metrów nad poziomem morza. Poszukiwanie stada może trwać kilka godzin, ale nagrodą jest możliwość podglądania życia, gorylej rodziny, sposobów komunikowania się i różnych zachowań, m.in. zalotów.
    Nasza oferta zakłada ponad dwutygodniową eksplorację wzdłuż rzeki Kongo lądem i wodą. Uczestnicy mieszkali w Gomie i na pobliskich misjach w skromnych, ale przyzwoitych warunkach. Po Kongo trzeba podróżować przy pomocy miejscowego biura, i w towarzystwie ochrony, w naszym przypadku były to 2 dżipy i 12 żołnierzy.  
    W Kongo jest już sporo biur turystycznych, które działają z coraz większym rozmachem. Kraj ten stanie się wkrótce modnym kierunkiem, podobnie jak sąsiednia Uganda. Grupa eksploracyjna Logos Travel odwiedziła również ten ciekawy kraj gdzie jedną z głównych atrakcji może stać się rafting na Białym Nilu. Dokonali też prawdopodobnie pierwszego polskiego spływu na tej trasie.
   Nie jest to impreza dla każdego, wymaga od uczestników dużej sprawności i doświadczenia za sprawą 8 potężnych, najeżonych skałami  progów ze złowieszczymi wirami o trudności 4-5. Zachowując zimna krew można je pokonać, co prawda wywrotki wpisane są w atrakcje spływu, ale generalnie należy próbować utrzymać się w pontonie co przy sprawnej załodze jest możliwe. Gdzieś połowie trasy adrenalina zaczyna na tyle działać, ze jest pokusa, żeby spróbować forsować największy z wodospadów (6 w skali trudności), ale w tym wypadku zwyciężył rozsądek i ta fascynująca przygoda skończyła się jedynie na złamanym palcu kierownika wyprawy.   
      Uganda ma znakomite zaplecze hotelowe, ceny nie należą do najniższych, ale obejmują także koszt ochrony. W 3* hotelu nad jeziorem Wiktorii dwójka kosztuje ok. 80$. Restauracje są przyzwoite, serwują przeważnie świeże ryby i dobrze przyrządzoną wołowinę, jest mnóstwo tropikalnych owoców jak ananasy, papaje i mango. Obiad kosztuje ok. 10-20$. Zarówno biur turystycznych, jak i turystów jest tu więcej niż w Kongu.
    Nasze biuro zaczyna wchodzić do czarnej Afryki, to bardzo przyszłościowy kierunek. Turyści, którzy byli z nami na tej wyprawie – mówi Marek Śliwka, zapowiadają, że jeszcze tu powrócą. Afryka ma bowiem specyficzną magię i moc przyciągania”.    
    
    Zdjęcia; Marek Śliwka